2002.10 ZERO.PL – Feketek (!)

2002 X WWW.ZERO.PL – obszerna recenzja Wiktora Skoka z imprezy body art FEKETEK, którą zorganizowaliśmy.

FEKETEK PARTY TATTOO/ PIERCING/ BODY ART/ TEKNO

ŁÓDŹ 06. 04. 2002

 

Niezłe połączenie konwentu tatuażu, body art oraz techno/ electro party w Łodzi. Udane przełamanie schematu typu: tatuaże, motocykle, dużo mięśni, hard rock etc. Precedens godny zauważenia.

 

Tak… tatuaże, nakłucia, blizny, kolce w różnych częściach ciała – ten temat ostatnio wielokrotnie przewijał się przez łamy prasy i kolorowych czasopism etc. Wpłynęło to w pewnym stopniu na „społeczną akceptację” zjawiska czy jego „pozytywniejszy wizerunek”. Mimo wciąż żywych kontrowersji i różnego poziomu tej akceptacji i tolerancji, popularność zjawiska rośnie lawinowo. Elementem tego fenomenu są różnego rodzaju tattoo festy, konwenty etc, które odbywają się coraz częściej. Mimo sporej popularności tattoos i piercingu na scenie techno, większości czytających pokazy tatuażu kojarzą się z spotkaniami pomalowanych grubasów (styl Hell Angels) ich blond lal, zbiorowiskiem potężnych brodaczy, którzy przy piwie, w akompaniamencie „ciężkiego rocka” popisują się swoimi wizerunkami smoków, wikingów i diabli wiedzą czego jeszcze. Tak przynajmniej wyglądają zdjęcia z podobnych imprez zamieszczane w większości Tattoo Magazynów. Mniejsza o stereotypy – jesteśmy po tutaj to by je łamać. Łódzka impreza, o niecodziennej nazwie FEKETEK, zupełnie odbiegała od tych obiegowych obyczajów. W podtytule widniało: tattoo/ piercing/ body art/ tekno, a jej muzyczna oprawa nie była bynajmniej rockowa. Organizatorami party byli Andrzej Gag i Piotr ze studia SIGIL, które sąsiaduje ze SKYLARK RECORDS. Soundtrackiem tej nocy była dobra muzyka klubowa, grana zarówno z decków jak i na żywo. Pierwsza część wieczoru należała do tatuerów, reprezentowane były prawie wszystkie łódzkie studia: SIGIL, GOOD TIMES i TATTOO ART STUDIO, obecny był również team BODY PIERCING GALLERY z Tomaszowa. Pokazy obejmowały tatuowanie live, przekłuwanie, demonstracje dokumentacji i handel kolczykami, akcesoriami do piercingu. Wszystko to cieszyło się sporym zainteresowaniem, pracy artystów i „cierpieniom” tatuowanych (yes it hurts!), przyglądała się non stop spora publiczność. Oprócz „zaawansowanych” i „zapoznanych”, impreza zgromadziła bardzo wielu zainteresowanych lub tylko zaciekawionych. Chociaż tatuaże zadomowiły się już w powszechnej, „przyzwoitej” świadomości, nieco inaczej jest z piercingiem, (ach ta polska tradycyjna tolerancja…!). Jakkolwiek publiczne zabiegi przekłuwania brwi, języków itd. na FEKETEK party nie wzbudzały wielkiej sensacji, to inaczej się miało z pokazem nieco radykalniejszych form traktowania ciała. Gościem specjalnym była Angela z Włoch, która w niedługim intermedium programu PROCESOR PLUS, zaprezentowała nieco obrazoburczy pokaz cięcia, przekłuwania etc. Podczas tego seansu auto okaleczeń raczyła się herbatką z tamponu. Jej indywidualny/ indywidualistyczny performance wywołał spory oddźwięk, zabawne było oglądać mieszaninę szoku i wzburzenia, mdłości i słabnięcie innych. Różnorodność publiczności sprawiała że znaleźli się wśród niej tacy „oburzeni”, przeciwni takim formom ekspresji. Czyżby nie zauważyli napisu „body art”, sorry może biedni myśleli o jakimś pociesznym kolorowym body painting? Ha ha! Abstrahując od wszelkich ocen, – jednak w sumie może to pozytywne, widzieć jakąś żywą reakcję u zwykle zblazowanej publiki…

Także muzyczna strona wieczoru była wyjątkowo udana, do północy wypełniały ją wymienne sety Anda von S i DJ No 107.  Electronic Body Music lat 80. w nowoczesnych technicznych remiksach; 242, NITZER EBB plus trochę DM i innych twardych new beatów to specjalność Anda. No 107 to prezenter najlepszych electros, najnowszych hitów, m. in. SMASH TV i ostatnich remiksów LITTLE COMPUTER PEOPLE. Jego części pełne były przebojów z  Gigolo Rec i innych znakomitości. Po tych ultra energetycznych, electro technowych kawałkach pora mogła przyjść tylko na clou wieczoru PROCESOR PLUS! Fagot nie zawodził, wykonał swoje coraz bardziej znane przeboje, po których udanie akompaniował performerce Angeli. Z końcem jej występu dobrze zgrało się niespodziewane wejście LADY ELECTRA, która wraz z PROCESORem PLUS dała popisowy recital swoich cool sexy songsów. Odczucia jak najbardziej pozytywne, bez zbytniej przesady – oczekujcie ich u siebie! Po krótkiej przerwie kolejnym, nadprogramowym elementem FEKETEK party, był set Verticala z KETTLE DRUM crew. Jego występ rekompensował nieobecność sygnowanych na plakatach DJs 3 DEF z Berlina i Luigiego z Włoch. Łodzianin Vertical zagrał typowo dla swoich korzeni. Tak więc i tutaj nie obyło się bez „typical Lodz sound” -drum’n’bassu. Zgromadzeni przyjęli tę opcję jak najlepiej, odnoszę wrażenie że ten rodzaj brzmienia wszedł w krew tubylców chyba najgłębiej. Wszystko zdawało się przebiegać jak najlepiej jednak…(o tym nizej). Było już daleko po północy kiedy opuszczaliśmy rozbawioną, roztańczoną  salę. Niestety nie było mi dane obejrzeć ani wysłuchać występów Wojtiego ani Moliego, którzy swoim acid hardcore tekno wypełniali dalszą część wieczoru. Konkludując, udane multimedialne wydarzenie – bogate w wrażenia, bez chwili nudy. FEKETEK party – duży plus.

 

Na tych słodkich słowach można by właściwie zakończyć tę relację. Party było prawie ze wszechmiar udane. Nie zawiedli ani organizatorzy ani tłumnie zgromadzona publika, pozytywne słowa należą się tym bardziej samym artystom – tatuatorom, DJs i muzykom. Jak bardzo zwodnicze mogą być takie jednoznaczne oceny, świadczyć mogą poniższe zdania. Nie do końca jednak mogło być tak super. Prawdopodobnie byłoby, gdyby wszystko miało miejsce gdzie indziej, w innym klubie. Czy normalną można nazwać sytuację, kiedy powołani do utrzymania porządku ludzie, czytaj bramkarze, darzą otwartą wrogością uczestników imprezy? Kilku ochroniarzy i sfora ich osiłkowatych znajomych, szuka zaczepki, potrąca i stresuje resztę oraz, co najważniejsze, pokazuje „kto tu rządzi” (tu mógłbym podać cały repertuar tego typu zachowań, większość żyjących w krajowej rzeczywistości wie jednak dobrze o czym mówię, ten rodzaj syfu jest prawie wszechobecny). Do takich spięć dochodziło podczas całej imprezy, szczytem było jednak gdy któryś z tych „karków” próbował wpłynąć na zmianę repertuaru, brutalnie traktując jednego z DJ. Totalny szajs. Tylko cierpliwości i pokojowemu nastawieniu publiczności zawdzięczać można brak większej liczby incydentów. Kolejną „ciekawostką” była fluktuacja cen piwa, w miarę popytu jego cena w barze rosła (od 4 zet do 5, 50 później) cóż za żałosna pazerność… Sorry, ale klub Bronx nie może już na mnie liczyć. Ja tam już nie pójdę.

Zero tolerancji dla takiego… brak słów.

 

Wiktor Skok

  • Dla klienta
  • Nasz profil na Youtube
  • Nasz profil na Facebook.com - polub nas
  • Nasz profil na Facebook.com - polub nas
  • Nasz profil na Youtube